niedziela, 3 czerwca 2012

rozterki

słońce stopiło mi dłonie z wosku
i słowik już nie śpiewa swoich kołysanek
jestem gdzieś zawieszona
na sznurku z grzechu
jaki co dzień popełniam
dyndam sobie w tę i spowtorem
jak ten listek na wietrze
i jakoś tak tylko
upaść nie mogę
może to wina woskowych kropli
a może mych niepoukładanych myśli
życie rozhuśtało się zbyt prędko
czuję jak każda jego sekunda
napawa mnie mdłościami
i rzec bym mogła
tak trochę nieprzyzwoicie
"rzygam tym wszystkim!"
więc mówię
zamykam oczy i kurczę do siebie nogi
myślę
kiedyś ta huśtawka zwolni
kiedyś się zatrzyma

---

jestem prehistoryczną kobietą
targaną za włosy
zamknęłam się w jaskini
nie wychodzę

niedziela, 13 maja 2012

biegnę przez łąkę pełną maków

mam ochotę na kosz malin
i choć herbata
nie smakuje mi tak dobrze jak kiedyś
uśmiecham się do siebie
słucham co do powiedzenia mają Beatlesi
przenoszę się tam
z twoją ręką w dłoni
zamknij oczy
pofruniemy w marzenia
gdzieś daleko
gdzieś wysoko
gdzieś gdzie cisza wypełni nasze uszy
odetchnij tak głęboko
zanurz się w moich włosach
i śnij
razem ze mną

---

niepewność
osłaniam się tobą
nie patrzę

niedziela, 6 maja 2012

tak jakby

deszcz postanowił znów tak beznadziejnie padać
nie obchodzi go nic
nawet moje plany
uśmiechy gdzieś się pogubiły
schowały się pod łóżkiem
straszą raz po raz
gdy nieopatrznie się o nie potykam
mokre szyby mokną jeszcze bardziej
słońce.
jakie słońce?
kot próbuje się wydostać z moich ramion
też bym uciekała
z gramofonu wydobywa się ciche brzmienie
ktoś krzyczy
ktoś płacze
chcę uciec, wziąć cię za rękę
uciec daleko
chodź!
zbierzmy uśmiechy spod łóżka
wyprowadźmy je na spacer
nad jezioro
wypuśćmy je wolno
ponad łąkami
niech zmoczy nas deszcz
jak te szyby
powtórnie

---

marzenia, pełne i nie
słowa wypływają zbyt szybko

czwartek, 26 kwietnia 2012

wyznania mężatki

czasami czuję się jak idiotka
przewracając kartki księgi życia
z rozczochraną głową i łzami w oczach
biegnę przed siebie
nie patrząc
w lewo
w prawo
za siebie
układam sobie w myślach
co powiem
gdy spotkam cię na swojej drodze
układam zdanie po zdaniu
i mówię sama do siebie
tak dla próby
tęskniłam za tobą
wiesz?
kochałam cię przez te wszystkie lata
przez te wszystkie lata
kiedy cię nie widziałam
wiem
to żałosne
kochać w dzisiejszych czasach
wyznawać miłość w godzinę
w minucie wymieniać pocałunki
a w sekundzie się rozstawać
układałam zdania
i stawiałam kropki
biegłam i marzyłam
byś się pojawił
bym mogła zasypać cię pytaniami
bym mogła cię dotknąć
jak dawniej
jak kiedyś

---

smażę własny mózg w pełnym słońcu
odkładam na później

środa, 18 kwietnia 2012

kraina snu

rozplątałam się
na dobre
wieczorną porą
gapiąc się w księżyc
mówiłam mu
że miłość jest szalona
mówiłam
że on też jest szalony
ale przecież
ja też jestem
niezmienna
tak z godziny na godzinę
pocałowałam cię w usta
pośpiesznie
łapczywie
beznamiętnie
a przecież
sam mówiłeś
nie chcę
rozplątałam się
na dobre
wieczorną porą

---

kuriozum umysłu
stan odrętwienia
zawiśnięcie w czasoprzestrzeni
błogość

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

klik klik

tanie tango
odegrane na zespawanym akordeonie
zatańczone byle-jak
i byle-jak zaśpiewane

nie było kogo prosić do tańca
nie było nawet kogo porwać
ktoś po prostu podszedł od niechcenia
i od niechcenia zapytał
czy mogę?

stukot obcasów też jakiś głuchy
szelest spódnicy
trzask kości
drżenie stawów
krzywy uśmiech
i kująca róża w ustach

upadek
najbardziej prawdziwa rzecz
pod słońcem
pod dachem tej rudery
pod dachem taniości
sączącej się z akordeonu
upadek bolesny
bo śmiertelny

i stop
końcowy akord

---

snuję opowieści o krasnalach
żyjących pod moim łóżkiem
świątecznie
niebezpiecznie

piątek, 30 marca 2012

pamięć i niepamięć

w pogoni za szczęściem banalnie biegnę
nie oglądając się za siebie
gubię wszystkie troski
zapominam o tym, że ktoś kiedyś chciał mnie pokochać
ale uciekł
stchórzył
biegnę, mając nadzieję, że ten biedak teraz żałuje
a jego serce miota się w przedziwnych konwulsjach
kim jestem? zadaję sobie pytanie
wiem, on zna odpowiedź
i znów jest tak banalnie
nierealnie i niemożliwie daleko
już nie wystarczy tylko wyciągnięcie dłoni
jestem o krok od przepaści
czuję że moje skrzydła nie rozwiną się już nigdy
i gubię się
biegnąc poprzez pustkowie
widzę oazę na której stoi zeschłe serce z papieru
już nawet nie jest czerwone
nie bije, nie żyje
zamykam oczy
mam nadzieję
łapię ją za ogon i przyciągam ku sobie
znów czuję się tak banalnie

---

słodkie soboty
uciążliwe deszcze