niedziela, 11 kwietnia 2010

to krzyczy cisza

trzeba zamknąć oczy w ciszy i ciemności
by na nowo je otworzyć
wyobrazić sobie
lepszy świat
a może nawet taki sam

i postawię za wszystkich was trzy-kropek
a nawet wielo-kropek
by było
tak cicho

nic więcej nie trzeba tłumaczyć
nic więcej nie trzeba mówić
i nawet nic więcej nie trzeba

bo kiedy otworzysz już oczy
i pełny nadziei spojrzysz w niebo
osłonięte i gołe
jak niemowle
to już wiesz
że tylko liczy się to co widzisz

i kiedy poczujesz jak krople deszczu
tak swobodnie i bezsilnie spadają
uderzając cię w twarz
wiesz

to ten czas by podać sobie rękę
powoli wstać i odfrunąć
rozprostować skrzydła
i uśmiechnąć się do niego

wiedząc że już na zawsze
twój dom to jego dom

milkniemy
w ciszy

piątek, 9 kwietnia 2010

za moje kłamstwa

dziś przebiegłam boso po stłuczonym szkle
nie czując bólu
bo czymże on jest?

usta mam rozżarzone od przekleństw
chciałabym je połknąć
jak nieopatrznie połyka się landrynkę
kwaśną
jak wszystkie wyrzucone niepotrzebnie słowa
gorzkie od uszczypliwości
i chamstwa
jakim zionę niczym
opluta alkoholem
płonąca pochodnia

bez bólu kroczę
z miną przegraną
załzawionymi oczyma
i brudnymi rękoma
brudnymi od krwi
i od piasku

chcesz mi pomóc?
krocz razem ze mną
podążaj za strużką krwi
broczącej z mych stóp

a gdzie podział się strach?
ten zawsze silniejszy od wszystkich
przestraszył się samego siebie?
czy odurzyły go wyrzucane z mych ust
przekleństwa?

a gdzie jesteś ty?
nikt już nie oczyści mi drogi
nikt nie poda ręki
upadłam
zbyt nisko
żeby się podnieść
upadłam
wpadłam
do piekieł...

czwartek, 8 kwietnia 2010

poraz zasypiać

przypomniałeś mi o smutku
o tym co umarło
kiedyś dawno temu
a może
sama to uśmierciłam?

rozżaliłam nad tym
nad sobą
nad martwym aniołem

wiesz jak wyglądał?
wiesz dlaczego jego skrzydła
już nie lśnią bielą?

upadł

wraz z nim moje serce
pękło na pół

oboje poczuliśmy ból
przeszywający kręgosłup

aniele
pozwól mi oczyścić twoje skrzydła
pozwól się podnieść
uwolnijmy się razem
pofruńmy do gwiazd

ale
on zamknął oczy
w słodkim śnie
odwrócił głowę
skrył się w puchu skrzydeł
by móc zasnąć
na wieki

odszedł anioł
a z nim
moje serce

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

poświąteczne refleksje

Myślę sobie, ża czasami dobrze jest być nielubianym albo przynajmniej mniej lubianym od innych, dobrze, bo idąc dziś po ulicy z psami na smyczy, nikt mnie nie zaczepia, nie krzyczy "lany poniedziałek!" i nie rzuca się z wiadrem pełnym wody. Czasami zastanawiam się czy moja postępująca agorafobia ma związek z tym co się kiedyś wydarzyło, z tym, że niektórzy ludzie z wtedy ówczesnego mi otoczenia, tak bardzo lubili gnębić tych słabszych. Nie wiem, ale dzisiaj bycie nielubianym jest czymś przyjemnym. To nie jest tak, że nie ma nikogo. Są. Są osoby, które jeszcze nigdy nie wypięły się w moją stronę i które bez powodu nigdy nie odwróciły się do mnie plecami, i właśnie za to ich lubię i cenię. Jest ich niewiele, ale wystarczająco dużo, aby móc nazwać ich prawdziwymi przyjaciółmi. A żeby nazwać kogoś prawdziwym przyjacielem, trzeba sobie na to zasłużyć. Sama uważam, że do bycia prawdziwym przyjacielem potrzebne są: nienaganny "staż", czyli lata świetlne nigdy niezakłócanej relacji międzyludzkiej; zaufanie, dużo zaufania, ogromy a nawet prze-ogromy zaufania; łatwa, świeża i zaraźliwa radość życia; wzajemna wiedza o sobie, ale nie taka usłyszana gdzieś od kogoś, tylko taka, którą sami sobie przekazujemy. W zasadzie wydaje się niewiele, ale niech nikt nie myśli, że moim przyjacielem może być ktoś kto bez wyraźnej przyczyny przestał ze mną rozmawiać, przestał się ze mną spotykać, zaczął mnie unikać, aby po jakimś czasie pójść po rozum do głowy i zaczął błagać o drugą szansę. Tak, zastanawiałam się czy jej nie dać, ale co mi po takim przyjacielu który nadszarpnął moje zaufanie? Prawdziwych przyjaciół mam niewielu, tak się składa, że spotkałam ich wczoraj i to właśnie skłoniło mnie do napisania tego postu. Skłoniło mnie również do tego, aby umocnić moje przyjaźnie, by były nie tylko prawdziwymi, ale też dozgonnymi.
I coś na deser, coś co bardzo nawiązuje do tego co powyżej... KLIK

niedziela, 4 kwietnia 2010

45!

Dziś czas przemyśleń, ale nie dlatego, że to Wielkanoc, ale dlatego, że to 04.04, a w tym dniu wielkanocny króliczek(patrz poprzedni post:)) kończy kolejny rok życia. Nie wiem jak wy, ale ja miewam tzw urodzinową depresję czyli nic innego jak okropnego doła przed własnymi urodzinami i to w zasadzie bez wyraźnego powodu. Podobno cierpi na taką depresję sporo osób tylko i wyłącznie dlatego, że kiedy coś się kończy, a coś zaczyna, my ludzie lubimy oglądać się wstecz jak i patrzeć w przyszłość. Dzień urodzin to taki jakby znak stop, każe nam się zatrzymać i pomyśleć o tym co było i o tym co będzie, a dodatkowo to też znak nakazu, nakazuje nam oczywiście dodać kolejną świeczkę na torcie. O ile nie przeraża mnie ilość świeczek, o tyle bardziej dobija mnie cała myślówa przed i po urodzinowa. W związku z tym, że Króliczek ma dzisiaj swoje urodziny, zastanawiam się czy należy do grona osób takich jak ja, czy miewa urodzinową depresję i czy stosuje się do znaku stop. Moja mądra główka podpowiada mi jednak, że taki gość jak Króliczek nie dołuje się swoimi urodzinami. Dlaczego? Dlatego, że jeszcze niedawno nie wiadomo było czy dożyje swoich obecnie 45urodzin. Myślę też, że jest przeszczęśliwy ze swoją obecną żoną, zupełnie tak jak ja ze swoim mężem(a jednak coś nas łączy:D). Dlatego, żeby nie przedłużać, złożę mu życzenia, choć wiem, że ich nie przeczyta, ale na pewno wie, że obecnie większość jego fanów wypisuje właśnie na swoich blogach moc życzeń. Swoją drogą, fajna jest taka świadomość, że gdzieś na świecie, z każdego jego zakątka płyną sobie dla ciebie życzenia, nawet jeśli nie wiesz jakie to dokładnie życzenia, to musi być niezwykle miło mieć przynajmniej tę świadomość. OK, przejdźmy do meritum:
45letni dziś Króliczku życzę Ci aby świat stanął wreszcie dla Ciebie otworem, życzę Ci sukcesu na miarę Chaplina, a nawet większego, bo przecież wszyscy doskonale wiedzą, że zasługujesz na najwyższe laury, życzę Ci szczęścia, ale takiego jakiego jeszcze nie zaznałeś, miłości jakiej jeszcze nikt Ci nie okazał, życzę Ci aby przeszłość nie podkładała nóg przyszłości i abyś na swojej drodze napotykał jedynie przyjazne dla siebie znaki.
Oprócz tego, zapraszam do Polski :D

sobota, 3 kwietnia 2010

honey bunny

znalazłam swojego wielkanocnego króliczka:)
i nic więcej mi nie potrzeba w te święta, no może poza świętym spokojem
bolą mnie ręce od kuchennej roboty, ale miło jest tak pocierpieć zwłaszcza, że ktoś taki jak ja uwielbia gotować, a jeszcze bardziej jeść i tak, nie mogę się doczekać jutrzejszej góry jedzenia, zawalonego stołu szynkami, mięsem, pieczeniami, sałatkami i innym dobrem. człowiek to jednak najgłupsze ze zwierząt...

Jaki jest mój ideał wielkanocnego króliczka? Hmmm przede wszystkim młody, ale dojrzały, doświadczony i już z masą pieniędzy;) może trochę buntowniczy, ale na pewno bardzo sexy, taki w sam raz do schrupania, albo przynajmniej do podrapania za uszkiem. Z resztą sami oceńcie czy opis zgadza się z wyglądem;) KLIK

wesołych i smacznych ;)

czwartek, 1 kwietnia 2010

"primaaprilisowo"

jestem taka nielegalna
zbyt prostacka
i zabójczo skromna
i tak myślę
że nikt mnie nie zrozumie
bo nikt nie chce
ocieram się o prawdę
i sunę jak wąż
po cienkiej linie wyobraźni
w płaszczu ulepionym z gliny
a na nogach nagość
bose stopy
uwiera w nie samozachwyt
i mogłabym nawet odfrunąć
gdybym tylko chciała
otwieram usta i wysuwam język
zimna jak metal
i twarda jak żelazo
walę głową w mur
ale nie z bezsilności
bo bezsilność pokonuję jednym pstryknięciem palców
super-bohaterka
bosa
rudowłosa
niebieskooka
aksamitna kochanka
i odważna wojowniczka
zakładam na głowę kapelusz
osłaniam myśli nieczyste
by nie przyprawić aniołów
o zawrót głowy
żyję jak każdy lecz inaczej